30 sierpnia 2022

Referendum w sprawie aborcji na życzenie

Stanowcze NIE dla referendum w sprawie aborcji na życzenie „bo nie robi się referendum w kwestii praw człowieka” jest szkodliwe z przynajmniej dwóch powodów.
Po pierwsze – nie wiadomo, czy prawo do aborcji bez podania przyczyny to prawo człowieka. Zdaniem wielu – nie jest.
Po drugie – blokując referendum w sprawie aborcji, być może blokujemy sobie jedyną realną możliwość zdecydowanego złagodzenia prawa aborcyjnego w Polsce.

Aby rozwiać wątpliwości – gdyby to ode mnie zależało, aborcja na żądanie byłaby w Polsce legalna, do pewnego (dwunastego?) tygodnia. Bez podawania uzasadnień, bez spowiadania się komukolwiek. Dorzuciłbym jeszcze powszechny dostęp do pigułek „dzień po”.

To deklaracja, która musi paść na początku tego tekstu, bo dziś, opowiedzenie się za referendum to wystawienie się na atak, w którym bije się głównie poniżej pasa, używając kompletnie niepoważnych argumentów w stylu „to zróbmy referendum czy można Cię wykastrować”. Analogia bezdennie głupia, a możliwa wtedy właśnie, kiedy się przyjmie jako pewnik, że prawo do aborcji na życzenie to prawo człowieka.

Tymczasem nawet Adam Bodnar, czyli człowiek, którego trudno posądzić o ideologiczne sprzyjanie prawicy, wprost wskazał wywiadzie z 2018 r, a więc przed haniebnym wyrokiem pseudo TK, że „wbrew temu, co się sądzi, prawo do aborcji to nie jest prawo człowieka”. W podobnym kierunku, na co wskazał inny prawnik, idzie zarówno orzecznictwo SN (sprzed „deformy sprawiedliwości”) jak i tzw. krakowska szkoła prawa karnego. „Nie istnieje – mówi – prawo do aborcji w sensie prawa podmiotowego / uprawnienia / roszczenia.

Tyle prawo. Możemy się na nie zżymać, możemy żałować, że jest tak, a nie inaczej, ale jest jak jest. Stawianie więc znaku równości między referendum w sprawie aborcji na żądanie, a kastrowaniem mężczyzn, to nieporozumienie tak piramidalne, że niewarte dalszego tłumaczenia.

Inaczej rzecz wygląda w kwestii tego, co tzw. Trybunał Julii Przyłębskiej zrobił z wcześniej dozwolonymi przez prawo przypadkami, w których aborcja jest dopuszczalna. Tu faktycznie jest przestrzeń do rozmowy o tym, czy odmówienie kobiecie, której dziecko urodzi się z wadą, legalnego zabiegu usunięcia ciąży nie narusza jej praw jako jednostki. Moim zdaniem narusza, ale znów – rozumiem, że kwestia referendum dotyczyła prawa do aborcji na żądanie. Tego, że trzeba zrobić wszystko, jak najszybciej, aby przynajmniej cofnąć to, co stało się po orzeczeniu „trybunału konstytucyjnego” nikt negować nie powinien. W 2021 Hołownia poparł oczywiście pomysł PSL, aby ustawą, najszybciej jak się da, przywrócić tzw. „kompromis aborcyjny”. Przypominam to, bo w social mediach powtarza się dziś narrację, że to w tej sprawie Hołownia chce referendum. Nie, referendum miałoby dotyczyć liberalizacji do poziomu „na życzenie”.

Ale wreszcie drugi powód – dlaczego, krzycząc NIE DLA REFERENDUM pozbawiać się być może jedynej realnej szansy na zdecydowaną liberalizację prawa aborcyjnego – kompletnie nie rozumiem. Chodzić wszak powinno o to, aby króliczka złapać, a nie tylko gonić. O to, aby ustawę szybko zliberalizować, a nie czekać na to, aż to zrobi, w drodze uchwały sejm. Bo ten sejm, ani zapewne następny, aborcji na żądanie nie uchwali, mimo tego, że byłoby to zgodne z oczekiwaniami większości Polaków, jak wynika z badań.

Nie wierzę, że PSL, że PL2050, że zdecydowana część PO zagłosują za aborcją na życzenie. Nie zagłosuje za nią Konfederacja, jeśli do następnego sejmu wejdzie. Oczywiście nie zagłosuje PiS. Zagłosuje oczywiście Lewica, ale jej, jak wiemy, w przyszłym sejmie będzie mało.
Zresztą – nawet, gdyby jakimś cudem ustawa taka wyszła z sejmu, nie podpisze jej Andrzej Duda, nie mówiąc o tym, że z łatwością zakwestionuje takie prawo Trybunał Julii Przyłębskiej.

Aby przeprowadzić porządne referendum w sprawie aborcji na życzenie należy przebrnąć przez trwającą miesiącami akcję edukacyjną, ułożyć pytania, które nie będą pachnieć ideologią i wreszcie zdecydować się na referendum mając możliwie dużą pewność co do wyniku plebiscytu. To zadanie dla przyszłego rządu, jeśli to będzie rząd inny niż obecnie.

I tak – może to więc nie jest najłatwiejsza droga, ale na pewno jest jedną z możliwych. I na pewno nie wolno jej wyrzucać do kosza argumentując, wbrew wielu poważanym przez nas prawnikom, że to „prawo człowieka, a przecież w kwestii praw człowieka nie robi się referendów”.

Inne artykuły

© Aleksander Twardowski 2021 All rights reserved.

Projekt i realizacja: THE LION